Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Historia Midnight
Vistor: 8507

Księga Gości
Ta historia w innych słowach
Wpisz ją...

Archiwum
2009
Kwiecień
2008
Listopad
Październik
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień


Ta historia godna przypomnienia...
...

Pomóż Midnight w walce o wolność...

Tych czytam







Rozdziały
Tu wpisz linki rozdziałów

O Midnight
Midnight to kasztanowata klacz wyścigowa. Wszyscy myślą że jest folblutem, ze względu na swoją niesamowitą szybkość. Lecz się grubo mylą. Midnight jest mustangiem, którego złapała kawaleria. Marzy o wydostaniu się ze stajni na wolność. Jedyne co ją w niej trzyma to przyjaciele i ukochana właścicielka Monique. W końcu przełamuje się, wyłamuje drzwi boksu i ucieka...

Lay by
Szablon Folblutka.Gerada zrobiła kropkę nad ”i” i zrobiła HTML

DON'T COPY!
Powered by www.blog4u.pl

Rozdział XVII

Dzień był chłodny, powoli przychodziła jesień zapowiadano, że, mimo iż jest październik niedługo zacznie padać śnieg. To nie wróżyło nic dobrego. Koniec sezonu miał zakończyć się efektownym startem końcowym stawki 24 koni po najlepszym z każdego stanu. W tym Midnight, Foolish Pleasure oraz Silver Charm. Z nimi Midnight nie miała jeszcze styczności i nie wiedziała jak groźne są na torze…
Ale ona nie myślała w tej chwili o swoim wyścigu, myślała o tym, co wydarzy się za pół godziny, o tym czy jej przyjaciółka wygra, o tym czy uda jej się przeżyć ten jeden z najniebezpieczniejszych wyścigów na tym torze. Stawka wynosiła 13 koni, bieg nie był płaski ani płotowy, był przeszkodowy, najtrudniejszy, jaki można było sobie wybrać. Klacz szybko otrzepała się z siana i trocin, które jak dotąd leżał na jej grzbiecie. Usłyszała znajomy stukot butów. Tak to była Monique szła zadowolona, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że jej ulubienica ze stresu nie jest w stanie nawet podejść do poidła. Dziewczyna podeszła do boksu klaczy, ta zawsze do niej podchodziła i witała się z nią radośnie. Dziś było inaczej. Kasztanka stała skulona w koncie i nie reagowała na jej głos i wołania. Monique ostrożnie otworzyła drzwi boksu i weszła do niego. Nie chciała podchodzić do klaczy od tyłu, ale była do tego zmuszona. Bała się, że jest coś nie tak z jej zdrowiem. Co prawda ostatnio trochę ją zaniedbywała, ale nie aż tak żeby nie wiedzieć, co się dzieje. Podeszła spokojnie przemawiając do zadu konia. Na chwilę coś z tyłu zwróciło jej uwagę. Nagle w mózgu klaczy powstała dziwna gonitwa myśli.
Jeżeli nic teraz nie zrobię nie będę mogła pomóc Entrips. Nie będę mogła patrzeć jak walczy o swoją przyszłość. W jej głowie zrodziła się dziwna myśl- może jak zrobię tej dziewczynie krzywdę to się ode mnie odczepi, chociaż na te parę minut przed wyścigiem?- Nie, nie mogę jej tego zrobić. Przecież ona mnie kocha, dba o mnie, siodła, czyści, spędza czas, czasem nawet rozmawia. Lecz było już za późno by się wycofać, teraz albo nigdy- pomyślała klacz. Wierzgnęła najmocniej jak umiała tylnymi nogami, poczuła, że kopyta stykają się z czymś twardawym, po chwili to coś ustąpiło. Odwróciła się, zobaczyła nieprzytomną Monique leżącą na podłodze w jej boksie. Krew powoli spływała po jej po skroni i twarzy, brudząc ubranie i trociny. Klacz lekko się wystraszyła tego, co zobaczyła, lecz po chwili strach ustąpił zdeterminowaniu i złości. Wybiegła z boksu, w stajni było pusto, żywego ducha. Pobiegła szybko na równie puste pastwisko obok toru. Zobaczyła Entrips, stała tuż przed bramką startową, nawet z tej odległości było widać trzęsące się ze strachu nogi. Kasztanka dopatrzyła się błędu. Błędu, który mógł przekreślić całą karierę przyjaciółki, lecz nic nie mogła zrobić. Jeden jockey miał coś w kieszeni bryczesów, nie do końca wiedziała, co to jest, ale przeczucie mówiło jej, ze to nic dobrego… Nie miała jak zawołać dać jakikolwiek znak koleżance żeby uważała, zza krzaków nie było jej w ogóle widać. Nie dałaby rady przedrzeć się przez nie.
Konie stały już w boksach startowych. Entrips wyglądała jakby była zamrożona. Donośny dzwonek, otwierające się bramki, galopujące w szaleńczym tempie konie, gniada klacz powoli wyprzedzająca konie. Biegła łeb w łeb z karym ogierem. Miała strach i zdeterminowanie w ciemnoczekoladowych oczach… Nagle stało się coś najmniej oczekiwanego. Jockey karego uderzył z całej siły nie w swojego konia, lecz w klacz walczącą tuż obok. Ta momentalnie wybita z rytmu i wystraszona, stanęła dęba i upadła na głowę. Ashley, która była zarówno właścicielem jak i jockeyem poleciała kilka metrów dalej. Konie nawet nie próbowały wyminąć Entrips, przebiegły po niej powoli wgniatając ją w podłoże, Ashley nie udało się uciec, trafiła w sam środek piekła, inni jeźdźcy robili co mogli lecz nie byli w stanie manewrować końmi rozpędzonymi do ponad 70km/h . Dziewczyna starała się uciec lecz nie mogła. Było zbyt dużo koni. Tuż po tym jak ostatni koń dobiegł do mety, na tor wjechały dwie karetki, jedna weterynaryjna druga dla ludzi. Przybiegł również owdowiały ojciec dziewczyny. Nie zwracając uwagi na konia, który ostatkiem sił starał się walczyć ze śmiercią, pobiegł do dziewczyny. Podniósł jej głowę. Lekarze już biegli. Na torze był chaos, nikt nie cieszył się ze zwycięstwa ogiera, nie było czasu trzeba było walczyć o życie dwóch tak bliskich sobie istot, które różniła, rasa, budowa, myślenie wszystko, lecz tylko jedna rzecz łączyła je tak samo mocno- wyścigi konne. Ojciec dziewczyny płakał nad jej bezwładnym ciałem. Nagle jego córka otworzyła oczy i z ust, z których broczyła mocno czerwona krew wydobyły się cicho zdania:
-To m…- moja wina, nie powinnam jej tak blisko trzymać, nie powinnam jej w ogóle zapisywać. To wszystko moja wina...
Gdy skończyła mówić zamknęła oczy, a głowa bezwładnie opadła do tyłu. Pobladła, a z jej ust i tyłu czaszki dalej broczyła krew. Ojciec położył martwe ciało swojej jedynej córki na ziemi i zaczął płakać. Nie mógł opanować emocji, nie mógł udawać dłużej zimnego, obojętnego mężczyzny. W jeden rok stracił wszystko co było dla niego ważne, córkę i żonę. Podszedł do nadal walczącej o życie ulubienicy córki, poszedł do Entrips. W jej oczach widział ogromny ból, widział strach i chęć walki. Po kilku minutach bezczynnego wpatrywania się w oczy klaczy zobaczył coś jeszcze, zobaczył powoli gasnącą wolę życia…
- Co robimy?- zapytał lekarz weterynarii- i tak nie da jej się uratować.
Nagle ojca Ashley ogarnęła fala złości skierowanej przeciwko zwierzęciu.
-Uśpijcie, zastrzelcie, cokolwiek, niech umrze…- powiedział to tak samo lodowatym tonem jak zawsze mówił do córki i reszty otaczającego go świata.
-Ale nie mamy potrzebnego sprzętu do uśpienia… Możemy jedynie… - weterynarz zamilkł i z przerażoną miną popatrzył na pana Horwaldsona.
-Powiedziałem wszystko jedno
Po kilku minutach dało się słyszeć strzał i nagle urywające się rozpaczliwe, proszące o pomoc rżenie klaczy. Midnight stała jak zahipnotyzowana, nie mogła dopuścić do siebie myśli że jej najlepsza przyjaciółka nie żyje i już więcej jej nie zobaczy… Nie mogła zrozumieć dlaczego to właśnie ona musiała być tym koniem, dlaczego nie mógł to być kto inny, dlaczego… Łzy poleciały jej z wystraszonych oczu. Jej źrenice powiększały się z minuty na minutę. Nogi zaczęły się trząść. To była panika, nie była w stanie tego opanować, pastwisko było zbyt małe by wyrazić swój ból i złość. Midnight biegała po nim jak szalona co i rusz potykając się na większych kępach trawy. Obijała się o ogrodzenie. W tym momencie wpadła w szał, w furię była tak wściekła, nie czuła bólu jaki zadawały jej kamienie, drzazgi ogrodzenia o które z impetem uderzała , krzaki, gałęzie drzew. Po chwili furia minęła, dopiero w tamtej chwili poczuła rozrywający ze wszystkich miejsc na ciele ból. Popatrzyła na swoje nogi i boki, leciała z nich krew. Zobaczyła kolejną karetkę, tym razem jechała ona w stronę stajni. – Pewnie jakiś stajenny zobaczył Monique i postanowił wezwać pomoc…- pomyślała klacz.
Po chwili dało się słyszeć krzyki wolontariuszy:
- Dziewczyna w bardzo ciężkim stanie, najprawdopodobniej ma wstrząśnienie mózgu i kilka połamanych kości…
Klacz z dzikością w oczach spojrzała na odjeżdżającą karetkę. Rozpędziła się na tyłach pastwiska, wszystkie mięśnie były nie rozgrzane i nie przygotowane do dużego wysiłku, każda część jej ciała była poharatana i bolała niemiłosiernie. Klacz zebrała całą swoją odwagę i pobiegła w szaleńczym tempie w stronę ogrodzenia. Wybiła się w ostatnim momencie, tuż przed ogrodzeniem, szybko wylądowała po drugiej stronie. Pobiegła ile sił w nogach w stronę toru, na którym nadal leżały chłodne ciała obu tak bliskich sobie istot. Entrips była tak podekscytowana i tak szczęśliwa dzień przed wyścigiem, Midnight świadoma tego co może się stać, starała się wspierać koleżankę. Lecz okrutny świat ludzi i wielkich wygranych chciał inaczej. Po trupach do zwycięstwa, to zawsze powtarzano Midnight, Lady, Ashante, Slivowi i wielu, wielu świetnym koniom wyścigowym… Tylko Midnight nie stosowała się do tej rady, wiedziała co to znaczy przegrać, wiedziała co to znaczy stracić nadzieje, wiedziała…
Po kilku minutach dobiegła do miejsca w który tuż za barierką leżała Entrips , bez jakichkolwiek oznak życia, jej najlepsza i najszczersza przyjaciółka była martwa. Kasztanka zarżała głośno i opadła bez siły na ziemię. W chwili gdy jej głowa dotknęła podłoża zobaczyła małą dziurę pomiędzy barierką, a przeszkodą zbudowaną z gałęzi. Podniosła się gwałtownie i podeszła do dziury. Była nieco za mała żeby mogła swobodnie przez nią przejść. Lecz stawką było dojście do przyjaciółki i pożegnani się z nią, raz na zawsze… Mimo bólu, który rozrywał ją od środka, mimo tego że jej skóra na bokach była jeszcze bardziej porozrywana i krew sączyła się coraz bardziej przeszła przez dziurę. Doszła do martwego ciała i położyła się tuż obok cicho popłakując, ludzie chcieli ją z stamtąd zabrać lecz ona odganiała ich zębami. Pożegnała się ze swoją przyjaciółką raz na zawsze… Wstała i pozwoliła ludziom ściągnąć się z toru pozostawiając Entrips samą…




folblutka 23.11.2008 [komentarzy 7] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...