Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Historia Midnight
Vistor: 8487
Pobierz Flash Player aby móc otworzyć odtwarzacz muzyki.

Księga Wpisów
Ta historia w innych słowach
Wpisz ją...

Archiwum
2009
Kwiecień
2008
Listopad
Październik
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień


Cała Midnight
...

Pomóż Midnight w walce o wolność...
Favorites







Rozdziały
Rozdział 15
Rozdział 14
Rozdział 13 cz.2
Rozdział 13 cz.1
Rozdział 12
Rozdział 11
Rozdział 10
Rozdział 9
Rozdział 8
Rozdział 7
Rozdział 6
Rozdział 5
Rozdział 4
Rozdział 3
Rozdział 2
Rozdział 1
Bohaterowie

Szablon wykonała Folblutka.
Gerada postawiła kropkę nad "i" zrobiła HTML
DON'T COPY!

No cóż...To trudne lecz prawdziwe

Niestety doszłam do wniosku, że kontynuacja tego opowiadania jest bez sensu. Pisane jest bez polotu, nie ma głównego wątku. To samo lanie wody. Poza tym nie mam czasu. Pomysłów mi nie brakuje, ale przytłacza mnie marność pierwszych notek i brak czasu. Nie kasuję bloga, może tu kiedyś wrócę, za parę lat... I wtedy skasuję wszystko i zacznę od nowa:) Żałuję, że odchodzę...Pozdrawiam wszystkich i każdego z osobna którzy komentowali i czytali to badziewie, nie zapomnę o Was!


Folblutka


folblutka 18.04.2009 [komentarzy 3] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Rozdział XVII

Dzień był chłodny, powoli przychodziła jesień zapowiadano, że, mimo iż jest październik niedługo zacznie padać śnieg. To nie wróżyło nic dobrego. Koniec sezonu miał zakończyć się efektownym startem końcowym stawki 24 koni po najlepszym z każdego stanu. W tym Midnight, Foolish Pleasure oraz Silver Charm. Z nimi Midnight nie miała jeszcze styczności i nie wiedziała jak groźne są na torze…
Ale ona nie myślała w tej chwili o swoim wyścigu, myślała o tym, co wydarzy się za pół godziny, o tym czy jej przyjaciółka wygra, o tym czy uda jej się przeżyć ten jeden z najniebezpieczniejszych wyścigów na tym torze. Stawka wynosiła 13 koni, bieg nie był płaski ani płotowy, był przeszkodowy, najtrudniejszy, jaki można było sobie wybrać. Klacz szybko otrzepała się z siana i trocin, które jak dotąd leżał na jej grzbiecie. Usłyszała znajomy stukot butów. Tak to była Monique szła zadowolona, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że jej ulubienica ze stresu nie jest w stanie nawet podejść do poidła. Dziewczyna podeszła do boksu klaczy, ta zawsze do niej podchodziła i witała się z nią radośnie. Dziś było inaczej. Kasztanka stała skulona w koncie i nie reagowała na jej głos i wołania. Monique ostrożnie otworzyła drzwi boksu i weszła do niego. Nie chciała podchodzić do klaczy od tyłu, ale była do tego zmuszona. Bała się, że jest coś nie tak z jej zdrowiem. Co prawda ostatnio trochę ją zaniedbywała, ale nie aż tak żeby nie wiedzieć, co się dzieje. Podeszła spokojnie przemawiając do zadu konia. Na chwilę coś z tyłu zwróciło jej uwagę. Nagle w mózgu klaczy powstała dziwna gonitwa myśli.
Jeżeli nic teraz nie zrobię nie będę mogła pomóc Entrips. Nie będę mogła patrzeć jak walczy o swoją przyszłość. W jej głowie zrodziła się dziwna myśl- może jak zrobię tej dziewczynie krzywdę to się ode mnie odczepi, chociaż na te parę minut przed wyścigiem?- Nie, nie mogę jej tego zrobić. Przecież ona mnie kocha, dba o mnie, siodła, czyści, spędza czas, czasem nawet rozmawia. Lecz było już za późno by się wycofać, teraz albo nigdy- pomyślała klacz. Wierzgnęła najmocniej jak umiała tylnymi nogami, poczuła, że kopyta stykają się z czymś twardawym, po chwili to coś ustąpiło. Odwróciła się, zobaczyła nieprzytomną Monique leżącą na podłodze w jej boksie. Krew powoli spływała po jej po skroni i twarzy, brudząc ubranie i trociny. Klacz lekko się wystraszyła tego, co zobaczyła, lecz po chwili strach ustąpił zdeterminowaniu i złości. Wybiegła z boksu, w stajni było pusto, żywego ducha. Pobiegła szybko na równie puste pastwisko obok toru. Zobaczyła Entrips, stała tuż przed bramką startową, nawet z tej odległości było widać trzęsące się ze strachu nogi. Kasztanka dopatrzyła się błędu. Błędu, który mógł przekreślić całą karierę przyjaciółki, lecz nic nie mogła zrobić. Jeden jockey miał coś w kieszeni bryczesów, nie do końca wiedziała, co to jest, ale przeczucie mówiło jej, ze to nic dobrego… Nie miała jak zawołać dać jakikolwiek znak koleżance żeby uważała, zza krzaków nie było jej w ogóle widać. Nie dałaby rady przedrzeć się przez nie.
Konie stały już w boksach startowych. Entrips wyglądała jakby była zamrożona. Donośny dzwonek, otwierające się bramki, galopujące w szaleńczym tempie konie, gniada klacz powoli wyprzedzająca konie. Biegła łeb w łeb z karym ogierem. Miała strach i zdeterminowanie w ciemnoczekoladowych oczach… Nagle stało się coś najmniej oczekiwanego. Jockey karego uderzył z całej siły nie w swojego konia, lecz w klacz walczącą tuż obok. Ta momentalnie wybita z rytmu i wystraszona, stanęła dęba i upadła na głowę. Ashley, która była zarówno właścicielem jak i jockeyem poleciała kilka metrów dalej. Konie nawet nie próbowały wyminąć Entrips, przebiegły po niej powoli wgniatając ją w podłoże, Ashley nie udało się uciec, trafiła w sam środek piekła, inni jeźdźcy robili co mogli lecz nie byli w stanie manewrować końmi rozpędzonymi do ponad 70km/h . Dziewczyna starała się uciec lecz nie mogła. Było zbyt dużo koni. Tuż po tym jak ostatni koń dobiegł do mety, na tor wjechały dwie karetki, jedna weterynaryjna druga dla ludzi. Przybiegł również owdowiały ojciec dziewczyny. Nie zwracając uwagi na konia, który ostatkiem sił starał się walczyć ze śmiercią, pobiegł do dziewczyny. Podniósł jej głowę. Lekarze już biegli. Na torze był chaos, nikt nie cieszył się ze zwycięstwa ogiera, nie było czasu trzeba było walczyć o życie dwóch tak bliskich sobie istot, które różniła, rasa, budowa, myślenie wszystko, lecz tylko jedna rzecz łączyła je tak samo mocno- wyścigi konne. Ojciec dziewczyny płakał nad jej bezwładnym ciałem. Nagle jego córka otworzyła oczy i z ust, z których broczyła mocno czerwona krew wydobyły się cicho zdania:
-To m…- moja wina, nie powinnam jej tak blisko trzymać, nie powinnam jej w ogóle zapisywać. To wszystko moja wina...
Gdy skończyła mówić zamknęła oczy, a głowa bezwładnie opadła do tyłu. Pobladła, a z jej ust i tyłu czaszki dalej broczyła krew. Ojciec położył martwe ciało swojej jedynej córki na ziemi i zaczął płakać. Nie mógł opanować emocji, nie mógł udawać dłużej zimnego, obojętnego mężczyzny. W jeden rok stracił wszystko co było dla niego ważne, córkę i żonę. Podszedł do nadal walczącej o życie ulubienicy córki, poszedł do Entrips. W jej oczach widział ogromny ból, widział strach i chęć walki. Po kilku minutach bezczynnego wpatrywania się w oczy klaczy zobaczył coś jeszcze, zobaczył powoli gasnącą wolę życia…
- Co robimy?- zapytał lekarz weterynarii- i tak nie da jej się uratować.
Nagle ojca Ashley ogarnęła fala złości skierowanej przeciwko zwierzęciu.
-Uśpijcie, zastrzelcie, cokolwiek, niech umrze…- powiedział to tak samo lodowatym tonem jak zawsze mówił do córki i reszty otaczającego go świata.
-Ale nie mamy potrzebnego sprzętu do uśpienia… Możemy jedynie… - weterynarz zamilkł i z przerażoną miną popatrzył na pana Horwaldsona.
-Powiedziałem wszystko jedno
Po kilku minutach dało się słyszeć strzał i nagle urywające się rozpaczliwe, proszące o pomoc rżenie klaczy. Midnight stała jak zahipnotyzowana, nie mogła dopuścić do siebie myśli że jej najlepsza przyjaciółka nie żyje i już więcej jej nie zobaczy… Nie mogła zrozumieć dlaczego to właśnie ona musiała być tym koniem, dlaczego nie mógł to być kto inny, dlaczego… Łzy poleciały jej z wystraszonych oczu. Jej źrenice powiększały się z minuty na minutę. Nogi zaczęły się trząść. To była panika, nie była w stanie tego opanować, pastwisko było zbyt małe by wyrazić swój ból i złość. Midnight biegała po nim jak szalona co i rusz potykając się na większych kępach trawy. Obijała się o ogrodzenie. W tym momencie wpadła w szał, w furię była tak wściekła, nie czuła bólu jaki zadawały jej kamienie, drzazgi ogrodzenia o które z impetem uderzała , krzaki, gałęzie drzew. Po chwili furia minęła, dopiero w tamtej chwili poczuła rozrywający ze wszystkich miejsc na ciele ból. Popatrzyła na swoje nogi i boki, leciała z nich krew. Zobaczyła kolejną karetkę, tym razem jechała ona w stronę stajni. – Pewnie jakiś stajenny zobaczył Monique i postanowił wezwać pomoc…- pomyślała klacz.
Po chwili dało się słyszeć krzyki wolontariuszy:
- Dziewczyna w bardzo ciężkim stanie, najprawdopodobniej ma wstrząśnienie mózgu i kilka połamanych kości…
Klacz z dzikością w oczach spojrzała na odjeżdżającą karetkę. Rozpędziła się na tyłach pastwiska, wszystkie mięśnie były nie rozgrzane i nie przygotowane do dużego wysiłku, każda część jej ciała była poharatana i bolała niemiłosiernie. Klacz zebrała całą swoją odwagę i pobiegła w szaleńczym tempie w stronę ogrodzenia. Wybiła się w ostatnim momencie, tuż przed ogrodzeniem, szybko wylądowała po drugiej stronie. Pobiegła ile sił w nogach w stronę toru, na którym nadal leżały chłodne ciała obu tak bliskich sobie istot. Entrips była tak podekscytowana i tak szczęśliwa dzień przed wyścigiem, Midnight świadoma tego co może się stać, starała się wspierać koleżankę. Lecz okrutny świat ludzi i wielkich wygranych chciał inaczej. Po trupach do zwycięstwa, to zawsze powtarzano Midnight, Lady, Ashante, Slivowi i wielu, wielu świetnym koniom wyścigowym… Tylko Midnight nie stosowała się do tej rady, wiedziała co to znaczy przegrać, wiedziała co to znaczy stracić nadzieje, wiedziała…
Po kilku minutach dobiegła do miejsca w który tuż za barierką leżała Entrips , bez jakichkolwiek oznak życia, jej najlepsza i najszczersza przyjaciółka była martwa. Kasztanka zarżała głośno i opadła bez siły na ziemię. W chwili gdy jej głowa dotknęła podłoża zobaczyła małą dziurę pomiędzy barierką, a przeszkodą zbudowaną z gałęzi. Podniosła się gwałtownie i podeszła do dziury. Była nieco za mała żeby mogła swobodnie przez nią przejść. Lecz stawką było dojście do przyjaciółki i pożegnani się z nią, raz na zawsze… Mimo bólu, który rozrywał ją od środka, mimo tego że jej skóra na bokach była jeszcze bardziej porozrywana i krew sączyła się coraz bardziej przeszła przez dziurę. Doszła do martwego ciała i położyła się tuż obok cicho popłakując, ludzie chcieli ją z stamtąd zabrać lecz ona odganiała ich zębami. Pożegnała się ze swoją przyjaciółką raz na zawsze… Wstała i pozwoliła ludziom ściągnąć się z toru pozostawiając Entrips samą…




folblutka 23.11.2008 [komentarzy 7] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Rozdział XVI

- Midnight! Midnight! Gdzie jesteś!?-Krzyczała
Wtem usłyszała za sobą trzask łamanej gałęzi. Odwróciła się z nadzieją, że to jej ukochana klacz, lecz był to tylko wróbel. Opadła bez sił na kamień.
- Monique, Monique!
Dziewczyna obróciła się w stronę dobiegającego ją wołania. To była Marietta, biegła do niej wymachując w górze jakąś gazetą.
– Monique- Wysapała-Cała stadnina aż huczy
-, Ale, o co chodzi? -No nie czytałaś dzisiejszego wydania Turf Sport?
- Nie?
- No to popatrz!- Rozkazała Marietta
Tytuł głosił:
- „Indywidualistka znikąd…”
„Nie wiadomo skąd, nie wiadomo, dlaczego, jak i gdzie… Obdarzona cechami prawdziwego sportowca, dzielnością, nieustępliwością i walecznością …”-Midnight to o niej mowa
Midnight proporcjonalnie zbudowana, z lśniącą kasztanowatą sierścią, rozumnymi oczami i tym czymś nieuchwytnym, co niektórzy nazywają charyzmą. Niewątpliwie budzi respekt. Także wśród innych koni. –Nie jest towarzyska-mówi Monique Dubon -Właścicielka klaczy.- I potrafi dać to dobitnie do zrozumienia. Ma jednak końskich przyjaciół. Na przykład Entrips, z którą lubi chodzić na pastwisko.
Poza tym uwielbia spać(po drzemce bardzo długo się rozgrzewa) kocha jeść, ale musi mieć specjalny program żywienia, ponieważ nie lubi owsa… Prawdziwa końska dama.
Jest wielką indywidualistką, wspaniałym sportowcem. Za kilka tygodni, w St.Luis, stanie przed wielka próbą. Kto wie czy nie najważniejszą w życiu?

- Mmm no cóż…, nie wiedziałam, że tą rozmowę opublikują, ale jednak-powiedziała wciąż smutna Mon.
Tym czasem i Midnight szukała kogoś, a mianowicie Royal, Royal Blue, to z nią się pokłóciła podczas ostatniego pobytu na pastwisku… Była tak samo rozgoryczona i zdołowana, jaki i blondynka, która w tej chwili siedziała na pieńku około 80 kilometrów od lasu, w którym znajdowała się klacz.
- Royal gdzie jesteś, Royal!- Krzyczała jak najgłośniej mogła.-Roy przepraszam cię, naprawdę nie chciałam!
Czuła jakby była obserwowana i dobrze czuła na pagórku pośród drzew patrzyły na nią dwie pary ślepi, jedne ciemno czekoladowe oczy Royal a drugie błękitne, ale czyje… Royal i jej koleżanka postanowił pójść za kasztanką, lecz popełniły błąd i zdradziły się, nie patrzyły pod nogi, Royal nadepnęła na gałązkę. Ta z głośnym chrupnięciem oznajmiła Midnight, że ktoś jeszcze jest teraz w lesie. Klacz przez chwilę była sparaliżowana, lecz po kilku minutach odwróciła łeb w stronę dźwięku. Jej oczom ukazały się dwie klacze średniej wielkości, jedna gniada a druga kara. Patrzyły na siebie dobre kilka minut.
-, Więc tutaj jesteś-powiedziała szczęśliwa Midnight-Royal przepraszam cię, przepraszam za wszystko, co powiedziałam.-Klacz chciała podejść do przyjaciółki, lecz ta odsunęła się z pogardą od niej.
- Jestem Naremis, miło mi ciebie poznać-powiedziała niepewnie kara klacz dotąd stojąca w cieniu.
- Midnight-odpowiedziała
- Mnie już znasz, więc nie muszę Ci się już przedstawiać…- nie zdążyła dokończyć, bo Naremis weszła jej w słowo.
- Midnight, ta kasztanowata klacz wyścigowa, która pojawiła się na torach nie wiadomo skąd i do dziś jest jednym z najlepszych koni wyścigowych mimo jeszcze niezakończonej kariery?- Zapytała lekko podekscytowana
-Tak to chyba ja…- powiedziała niepewnie
- Naremis chodź już – powiedziała chłodno Royal
- To ty nie idziesz ze mną?- Powiedziała zaskoczona kasztanka
- No nie rozśmieszaj mnie, jestem wolna, po co mam wracać do stajni no, po co? – Powiedziała z pogarda klacz
- Też prawda…- odpowiedziała smutno- no to cóż żegnajcie- odwróciła się i pogalopowała w stronę stajni.
Biegła dobre parę godzin bez ustanku, bała się, że jak zwolni to zgubi drogę i już nigdy nie wróci… Dopiero, gdy zobaczyła na horyzoncie zarys białych stajni, postanowiła zwolnić i przejść do kłusa. Powoli zbliżała się do ogrodzenia. Stanęła tuż przed nim. Nie wiedziała, co robić, serce mówiło ” odejdź stąd jak najszybciej i pozostań wolna!”, A rozum krzyczał ”wejdź tam, zostań w stajni, przecież nawet nie wiesz gdzie jesteś i nie możesz wrócić do domu, zostań z nimi!, Zostań z Monique, Entrips, Duglasem i resztą!” Postanowiła, chociaż raz w życiu posłuchać rozumu. Odnalazła dziurę w płocie tuz obok toru, była dość duża i spokojnie się w niej mieściła. Gdy wyszła zza krzaka, który zakrywał częściowo dziurę jej oczom ukazał się parkur z przeszkodami, ćwiczył na nim jakiś kary koń, nie znała go. Podczas najazdu na wysoki, okser kary z ciekawością popatrzył w stronę kasztanki. Nie mógł już się skoku, zręcznie wyminął przeszkodę. Jednak jego jeździec nie maił tyle szczęścia, spadł prosto w ozdobny krzaczek. Widzowie na trybunach, a było ich niewiele, bo to w końcu tylko trening pobiegli szybko w stronę poszkodowanego. Jeden z nich zainteresował się Midnight, zawołał coś do drugiego i zaczęli biec w jej stronę. Klacz szybko zorientowała się, o co chodzi i pogalopowała w stronę pastwisk i stajni. Przechodnie oglądali się z ciekawością za pędzącą po żwirze klaczą. Gdy przebiegała obok kafejki kilka osób w tym Ashley i Tom wyjrzeli zza drzwi. Dobiegła do stajni. Gdy wkroczyła ze świstem do niej kilka koni podniosło głowy i zaczęło rżeć. Nie zwracała na nie uwagi, popędziła dalej. Dotarła na miejsce, zobaczyła Monique siedzącą do niej tyłem na pieńku, zobaczyła także Mariettę, która pocieszała przyjaciółkę. Z radości klacz stanęła dęba i zarżała. Obie dziewczyny obejrzały się za siebie, w świetle zachodzącego słońca Midnight stojąca na tylnych nogach wyglądała cudownie. Dziewczyny natychmiast wstały i popędziły do klaczy. Przepełnione radością zaprowadziły klacz do stajni. Wszyscy bardzo się ucieszyli na widok „zguby”.
Midnight wyczyszczono, podano świeżą paszę i wodę. Było już późno, klacz była zmęczona. Stała i odpowiadała na pytania podekscytowanej i lekko zdenerwowanej zachowaniem kasztanki, przyjaciółki…

_______________________

Wiem, że długo nie pisałam i za to bardzo przepraszam, ale powodów mam kilka, pierwszy-nie miałam w ogóle i w szczególe czasu, drugi- nie miałam weny, trzeci- nie mogłam się do tego zabrać . To chyba tyle na dziś.




folblutka 12.10.2008 [komentarzy 5] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Rozdziału nie ma...

A więc ten kto przeczytał tytuł to już wie...
No cóż taka jest smutna prawda ROZDZIAŁU DZIŚ NIE BĘDZIE!Powód:Komputer mi się zawiesza, a jak już się łaskawie uruchomi to działa max.8 minut.
Strasznie mi z tym źle ale cóż...
Jeśli ktoś będzie chciał gadać ze mną to pisać na 772714 :)
To tyle,rozdział powinien być jutro ale nie wiem czy na pewno...



folblutka 27.09.2008 [komentarzy 1] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Oj ja mu dam!

UWAGA WIELKA REAKTYWACJA W WIELKIM STYLU!
Otóż UWAGA W SOBOTĘ BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ!!

Serdecznie zapraszam,

Powody mojej nieobecności:
SZKOŁA SZKOŁA I JESZCZE RAZ 1 GIMNAZJUM!
No cóż nie mam czasu na wszystko...
Ale obiecuję że będzie notka,a jeśli nie to mi możecie głowę oderwać xP

No to tyle





folblutka 23.09.2008 [komentarzy 1] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Rozdział XV

Dzień był pochmurny i zimny. Monique z niechęciom zwlekła się z łóżka. Czuła się jakby czegoś wczoraj nie zrobiła ale za boga nie mogła sobie przypomnieć czego... Zaspana poczłapała do łazienki.
-Monique!
-Tak?
-Wstałaś już?
-Taaa
-To pośpiesz się bo nie zdążymy
-Yhym...
Po kilku minutach zeszła po schodach w swoim ulubionym stroju tzn. czarno-szara bluza z kapturem, szare jeansy, czarne szpilki na obcasie około trzech cm. Do tego jeszcze brązowo srebrna z metalowym połyskiem torba z Diversa- pamiątka po podróży po Kanadzie i zielony szal z frędzelkami. Jej kroki dudniły w wielkim pokoju który tylko wg architekta miał być salonem. Tak naprawdę nikt tam nie przebywał. Rodzice wracali po dziesiątej wieczorem a Monique całe dnie przesiadywała w stajni z Midnight. Jedyną osobą która 24h na dobę była w domu to Leslie-sprzątaczka.
-Jak ty wyglądasz?!-powiedział z dezaprobatą matka
-Tak jak zawsze... Powinnaś zauważyć-odburknęła dziewczyna
-No dobrze wsiadaj do samochodu bo się spóźnisz-powiedziała beznamiętnie
Zwykle do szkoły Mon jechała ok. pół godziny lecz nie tym razem. Czas dłużył się niemiłosiernie samochodzie była ponura cisza, matka bardzo rzadko zawoziła swoją córkę do szkoły. Dla umilenia sobie czasu jazdy Monique włączyła iPoda. Jedyne co na nim miała to płyty Iron Maiden. Którego to zespołu mama szczerze nienawidziła w przeciwieństwie do córki...
Gdy dotarły na miejsce Mon jak oparzona wyskoczyła z samochodu, w biegu pożegnała się z matką i poszła do szkoły. Tam spotkała się z licznymi nienawistnymi spojrzeniami typu: ”co on w niej widzi”, ”kiedyś mi za to zapłaci”. Nie przejmowała się jednak tym. Nie miała w tej snobistycznej szkole żadnych przyjaciółek i to właśnie z powodu pewnego chłopaka który uganiał się za nią chyba od dwóch lat. Był uważany za najprzystojniejszego najmądrzejszego i w ogóle naj chłopaka w całej szkole. Nazywała się Michael Green. Wszystkie dziewczyny oprócz Mon uganiały się za nim od zawsze, on jednak był zainteresowany tylko jedną, tą która uważała go za kompletnego kretyna czyli Monique.
-Cześć wszystkim powiedziała dziewczyna wchodząc do prawie pełnej klasy.
Dziewczyny zmierzyły ją nienawistnym spojrzeniem zaś chłopcy zgodnie i jednogłośnie odpowiedzieli: Cześć Mon.
Po długich i nudnych lekcjach blondynka skierowała się prosto do autobusu czekającego na uczniów tuż pod szkołą . Jeździł on do domu Monique i jeszcze dalej. Gdy dotarła na miejsce od razu skierowała się do swojego pokoju.
-Monique!
-Tak Leslie?
-Pani Divone prosiła przekazać iż niedługo, za jakieś kilka dni przenosi twojego konia z Detroit do Belmont czyli do jej rodzinnej stajni.
-Aha.
-Zamierzasz dzisiaj pojechać do stajni czy może jednak posiedzieć w domu?
-Kochana Leslie...Oczywiście że będę w stajni, tylko muszę napisać opowiadanie na francuski.
-Ach...
Po ok. dwóch godzinach spędzonych na pisaniu Mon udała się na dół. Tam napadła na nią sprzątaczka.
-Monique!
-Słucham-powiedziała beznamiętnie dziewczyna
-Ile razy ci mówiłam że oficerki daje się w to samo miejsce co inne buty!!-mówiła
-Też cie kocham Leslie-powiedziała całując kobietę w czoło i uśmiechając się do niej.
Podróż trwała krócej niż zwykle, może dlatego że na swej drodze spotkała właściciela Douglasa-Toma. Mon nie miała zwyczaju jeździć swoim samochodem do stajni, wolała długi ale jaki miły i zdrowy dla człowieka spacer. Chłopak zaproponował że ją podwiezie bo jak mówił jechał w tym samym kierunku .Dziewczyna z chęcią wsiadła na przednie siedzenie samochodu Toma, on także pochodził z bogatej rodziny ale w przeciwieństwie lubił ją taką jaka jest. Monique nienawidziła swojej rodziny, lecz nikt nie wiedział dlaczego...
-Jesteśmy
-Dzięki Tommy- powiedziała uśmiechając się, po czym wysiadła z samochodu i poszła do stajni
Ruszyła żwawym krokiem stronę zabudowań a dokładnie do biura.
-O. dzień dobry Monique, co cię tu sprowadza?
-Chciałam powiedzieć że Midnight, Redeye, Douglas i Lysanis w czwartek wyjeżdżają.
-Aha to nawet dobrze bo mamy kilka koni na które nie mamy miejsca a w tej sytuacji będzie można je tam wstawić...
-Dziękuję i dowidzenia
-Dowidzenia Monique-zawołała za wychodzącą dziewczyną dyrektorka stajni.
Dopiero teraz dziewczynie udało sie skierować do stajni.-Wszystko załatwione-myślała
Doszła do boksu klaczy.Wydało się jej dziwne że kasztanka nie wyjęła głowy zza krat i nie przywitała się z nią tak jak robiła to zawsze...Zajrzała do boksu.Pustka nic tylko trociny i resztki siana.Zaczęła wypytywać ludzi czy wiedzą co stało się z klaczą,ale ci przecząco kiwali głowami.Dopiero od Toma dowiedziała się że Douglas otworzył drzwi Mid,a ta uciekła.Robin również nie wiedziała gdzie jej koń...Wszystko było jasne Midnight i Royal Blue uciekły...

Wiem trochę dziwnie zakończony rozdział ale wena to kapryśny przyjaciel...
Liczę na komentarze i dziękuję za poprzednie. Miłych wakacji!



folblutka 23.07.2008 [komentarzy 17] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Klepnęli mnie(tak poza opowiadaniem)

Zostałam "Klepnięta"a teraz muszę na to wszystko odpowiedzieć(boshe nie che mi się xD)Le już wszystko piszę i robię xD

Zasady zabawy:
1.Nie podawaj linku osoby, która cię "klepnęła".
2.Zacytuj na swoim blogu reguły zabawy.
3.Dokończ zdania.
4.Podaj następne pięć osób, które mają być "klepnięte".
5.Uprzedź podane osoby!

1. Gdybym była owocem, byłabym cytryną.
2. Gdybym była kolorem, byłabym czernią.
3. Gdybym była zwierzęciem, byłabym karym folblutem.
4. Gdybym byłabym urządzeniem domowym,byłabym hmmm nożem.
5. Gdybym była książką, byłabym Chemią śmierci.
6. Gdybym była biżuterią, byłabym srebrnym kolczykiem.
7. Gdybym była kredką, byłabym czarną kredką Faber Castell'a.
8. Gdybym była samochodem, byłabym czarnym jaguarem
9. Gdybym była żywiołem, byłabym ogniem.
10. Gdybym była drzewem, byłabym akacją.
11. Gdybym była napojem, byłabym czerwonym winem z Florydy.
12. Gdybym była smakiem, lodów byłabym ciasteczkowym(xD).
13. Gdybym była osobą, byłabym Edith Piaff.
14. Gdybym była planetą, byłabym Merkurym.
15. Gdybym była owadem, byłabym modliszką
16. Gdybym była środkiem publicznego transportu, to byłabym taksówką!
17. Gdybym była piosenką, byłabym Missing.
18. Gdybym była filmem, byłabym Sierocincem.
19. Gdybym była porą roku, byłabym zimą.
20. Gdybym była kwiatem, byłabym czarną różą(kilka tylko jest na świecie).
21. Gdybym była kreskówką, byłabym Tomem i Jerrym.
22. Gdybym była miejscem, byłabym wrzosowiskiem.
23. Gdybym była podarunkiem, byłabym składanym nożykiem.
24. Gdybym była wspomnieniem, byłabym czymś czego do końca nie pamiętam.
25. Gdybym była miastem, byłabym Paryżem.
26. Gdybym była zmysłem, byłabym dotykiem.
27. Gdybym była grą, byłabym Quake2.
28. Gdybym była słodyczem, byłabym lizakiem.
29. Gdybym była porą dnia, byłabym mglistą nocą.
30. Gdybym była wynalazkiem, byłabym czytnikiem podświadomości!
31. Gdybym była częścią ciała, byłabym rękoma.
32. Gdybym była krajem, byłabym Francją.
33. Gdybym była smakiem, byłabym gorzka taka że aż strach (xD)
34. Gdybym była sportem, byłabym wyścigami konnymi.
35. Gdybym była zapachem, byłabym zapachem odświeżacza powietrza o zapachu wrzosu.
36. Gdybym była przedmiotem szkolnym, byłabym plastyką.
37. Gdybym była flagą, byłabym czarną flagą z czerwonymi różami.
38. Gdyby była budynkiem, byłabym domem publicznym(xDD.
39. Gdybym była miesiącem, byłabym styczniem.
40. Gdybym była gumą do żucia, byłabym Orbit.
41. Gdybym była zabawką, byłabym figurka konia.
42. Gdybym była materiałem, byłabym miękka jak aksamit.
43. Gdybym była figurą geometryczna, byłabym trójkątem.
44. Gdybym była odpowiedzią, byłabym asertywnym nie!
45. Gdybym była słowem, byłabym Death.
46. Gdybym była literą, byłabym ś.

Klepię:
Geradeę(www.history-of-horse.blog4u.pl/)
Hanowerkę(http://story-royal.blog.onet.pl/)
Ashley(www.konie-story.blog.onet.pl)
Kimerkę Narime(vivarno.blog4u.pl)
Deatis(http://www.lodowata-wisienka.wjo.pl/)

No to na tyle,rozdział postaram się napisać jak najszybciej ^^WESOłYCH WAKACJI!


folblutka 04.07.2008 [komentarzy 5] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Rozdział XIV

Zapłakana Midnight,gnała przez łąkę potrącając inne konie które zdegustowane jej zachowaniem narzekały na "dzisiejszą młodzież".Jednak ona miała ich głęboko gdzieś...Biegła przed siebie.Myśli gnały jej przez mózg tak szybko ze nie mogła nad tym zapanować.Stanęłam zdyszana na pagórku.Postanowiła spokojnie wszystko sobie przemyśleć.Royal tak naprawdę nigdy nie była moją przyjaciółką,moją przyjaciółką jest Entrips,ona nigdy mnie nie obgaduje,zawsze mi wierzy,pomaga,pociesza gdy jestem smutna,a nie krzyczy na mnie, że nie jestem tym kim jestem-pomyślała Midnight.Ale cóż,ziemia nie przestała się kręcić z powodu tego spięcia a życie toczy się dalej-stwierdziła i poszła wolnym spacerkiem w stronę piaszczystego brzegu jeziorka...
Po ok.30 minutach dotarła do zupełnie innego miejsca.Najwyraźniej tak się zamyśliłam że zapomniałam dokąd mam iść.A teraz jestem tu,tu czyli gdzie-myślała gorączkowo klacz.Zobaczyła w oddali schodzącego po zboczu konia.Pobiegła do niego.Dziwnie przypominał jej rodziców.
-Hej,ty stój zatrzymaj się!proszę...-zawołała zdyszana klacz.Tajemniczy koń zatrzymał się i po chwili podszedł do niej.
-To ty mnie wołałaś?-zapytał zdezorientowany ogier.
-taa-powiedziała przeciągle-nie wiem gdzie jestem,zamyśliłam się i doszłam do tego miejsca,wiesz przypadkiem w którą stronę dojść do stada Black Money'a i Cristall?-powiedziała cicho.
-Tak,chodź zaprowadzę cię-powiedział z uśmiechem i ruszył w inną stronę.-a tak właściwie to jesteś podobna do mojej siostry,jak masz na imię?
-Jestem Midnight.Naprawdę jestem podobna do twojej siostry?
-Tak,miała nawet tak samo na imię,skąd pochodzisz?
-Pochodzę z "dzikiej doliny" ze stada dzikich mustangów,a przywódcą jest Spirit mój ojciec.-a ty?
-Powtarzałbym po tobie...-powiedział cicho.
-Spirit także jest twoim ojcem?Ogier w odpowiedzi kiwną głową.-A matką jest Rain,Taka srokata klacz?Po raz kolejny kiwnął głową.
-Ty jesteś moją młodszą siostrą Midnight.-powiedział z nieukrywaną radością.
-Ale..Ale jakim cudem,rodzice nigdy mi nie mówili ze mam brata,ani Esperanza ani po prostu nikt!-krzyknęła wystraszona z obrotu sprawy klacz.
-Spokojnie,nie wiedziałaś bo utrzymywali to w tajemnicy,nie chcieli by ktokolwiek się dowiedział,zabronili Esperanzie i całemu stadu mówić o tym.-A tak w ogóle to nazywam się Redeye(czyt.redeje).
-Och z tego wszystkiego zapomniałam cię o to spytać.-powiedział klacz
-No i tym sposobem jesteśmy w celu...
-Dzięki.A ty co ty nie idziesz?-spytała odwracając się.
-Jestem samotnikiem,nie należę do tego stada ani do żadnego innego.-westchnął-ale mogę iść z tobą bo pewnie nigdy więcej się nie zobaczymy.Nie jestem stąd,moja stajnia to Detroit Fair Graunds,jestem tu tylko na zawody.
-ja też jestem tutaj tylko na konkurs,to znaczy on już był ale...-i tu Midnight zamilkła
-Wiem,co było dalej,widziałem wszystko.-powiedział spokojnie i ruszył za klaczą w stronę stada.
Gdy doszli do pierwszych koni,dużo z nich podnosiło głowy witając Mid,ale i dziwnie patrząc się na nowego przybysza.Po chwili słychać było szeptanie wśród członków stada.Plotki szybko się rozchodzą,więc Black Money po kilku minutach przybiegł do nich,patrząc to na Midnight,to na obcego ogiera.
-Mid,kto to jest?-zapytał wprost
-To jest mój brat,Redeye chciałabym by mógł dołączyć do nas.
-Ale ty nigdy nie mówiłaś że masz brata -powiedział podejrzliwie Black Money
-Tak wiem,ale ja tez nie wiedziałam o jego istnieniu,dopiero dziś go poznałam i to całkiem przypadkiem-powiedziała wojowniczo klacz.
-Dobrze już dobrze,niech będzie,może zostać-powiedział zrezygnowany.
-Widzisz,wszystko jest okey,teraz pójdziemy do moich przyjaciół,przedstawię ci ich-powiedziała ochoczo
-Ale ja...No dobra.-powiedział z poddaństwem w głosie.
Oboje ruszyli,szepty nadal nie znikały,wszyscy oglądali się z zainteresowaniem za "nowym".Podeszli do grupki przyjaciół,Midnight szła raźno przed siebie,a Redeye ociągał się nieco za nią.
-Patrzcie, patrzcie kogo znalazłam-krzyknęła w stronę Entrips i reszty.Wszyscy przyglądali się z zaciekawieniem ale i z niepokojem ogierowi który niepewnie patrzył się na siostrę.
-To jest Redeye, mój brat,tak wiem nie wspominałam o nim,bo nie wiedziałam o jego istnieniu.Spotkałam go dopiero dzisiaj-powiedziała radośnie Midnight.
-Cześć Red,mogę tak na ciebie mówić-Zawołała Entri,podchodząc bliżej
-Taa...-odpowiedział niepewnie ogier.
Gdy już wszyscy się przywitali i skończyli zadawać różne pytania,Red poszedł się czegoś napić.W tym czasie do Midnigt podeszła Royal.Kasztanka zignorowała ją.Rozmawiała z Lysanis jakby nigdy nic.
-Ekhem...-odchrząknęła Royal
Midnight zignorowała to.Smutna hanowerka odeszła w inny kąt pastwiska.Po chwili wrócił Redeye.
Po kilku godzinach brama pastwiska otworzyła się,a koni zaczęły wracać do swoich boksów i stajni.Redeye pożegnał się z Mid i resztą i ruszył do stajni nr.10
Midnight wróciła do boksu zmęczona dniem,i od razu zasnęła,nie chciało jej się nawet rozmawiać z innymi o wszystkim i o niczym...Zasnęła




To będzie ostatni rozdział do 4 lipca,po tej dacie opowiadanie rusza dalej...życzę wszystkim wspaniałych wakacji.



(Redeye)

folblutka 15.06.2008 [komentarzy 17] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Rozdział XIII cz.II

Midnight była już w pełni sił. Miała chęć do życia, do walki o wolność którą tak łatwo i nieodwracalnie straciła. Miała ochotę biegać skakać i brykać po całym pastwisku… Lecz gdy o tym myślała od razu przypominało jej się własne postanowienie: „Gdy przez ludzi życie stracę lub coś mi się stanie np. będę miała wypadek to przestanę im pokornie służyć, przestanę chodzić grzecznie w kółeczko, przestanę pokornie wysilać się ponad wszystko dla marnych pucharów i pieniędzy…” Ale klacz nie chciała skrzywdzić Monique, nie chciała zawieźć sierżanta i Alex… Po prostu nie mogła. Wtedy przypomniał jej się wyraz pyska ojca gdy została złapana przez kawalerię. Miał minę bez wyrazu jakby zawiedziony tym że nie chce walczyć o swoje życie o wolność o stado i przede wszystkim o siebie… Gdy zobaczyła ten smutny bułany pysk przed oczami postanowiła walczyć. Walczyć do upadłego, do krwi… Walczyć o wolność…

Od razu gdy się przebudziła miała ochotę otworzyć boks i uciec… Jednak nadal była w stajni Royal Blue i nie mogła opuścić przyjaciół. Przynajmniej na razie… Tego dnia był nie miłosierny upał, z tego powodu wszystkie konie zostały wypuszczone na to samo ogromne pastwisko. Boksy były otwierane elektronicznie a przy każdym wyjściu ze stajni zostało ustawione tymczasowe wysokie ogrodzenie z drewnianych bali prowadzące prosto do wejścia na pastwisko… W jednym momencie coś zapiszczało i zamrugało. Fasady drzwi boksów otworzyły się. Konie szybko powychodziły z nich i zbiły się w ciasną grupę . Midnight i Entrips śmiały się. Nic dziwnego to musiało wyglądać śmiesznie gdy konie w stajni próbują wydostać się z niej wszystkie za jednym zamachem. Podobnie zresztą było w innych stajniach… Na czele grupy stał przywódca stajni ogier hanowerski i ojciec Royal Black Money.Zaraz za nim szła matka Royalki, Cristall. Po paru minutach konie wbiegły galopem na pastwisko. Wszystkie pozbierały się w małe grupki bądź pary i bawiły się wesoło. Nie ważne było czy był to Szetland i Shire czy Folblut i Hanower. Konie biegały brykały skakały przez powalone drzewa stały rżały lub po prostu gryzły spokojnie trawę. Stąd Mid nie mogła uciec. Ogrodzenie było szczelne i żaden koń nie mógł się wydostać, nawet ten który bardzo dobrze skakał i nie bał się tak wysokiej przeszkody.

Royal była w dobrym humorze. Wyprosiła swoją przyjaciółkę folblutkę o jej pochodzenie i historię. Midnight zrobiła to niechętnie ale w końcu obiecała jej że opowie...Więc zaczęła ją tak:

-Jak wiesz nie jestem stąd i nie urodziłam się w stajni…

-No tak… -powiedziała niepewnie hanowerka

-No. Więc urodziłam się na wolności i zostałam złapana przez kawalerię, mojemu stado i rodzinie udało się jednak uciec.

-… -klacz wytrzeszczyła oczy na kasztankę

- Gdy już mnie ujeżdżono co wcale nie było łatwe, pułkownik i jego siostrzenica postanowili oddać mnie na tor, razem z Fyrenem i kilkoma jeszcze końmi. W tej stadninie zostałam uznana za folbluta tylko bez rodziców.I od tej pory jestem tutaj… Taka ta moja historia…

Zakończyła i odeszła od stojącej z wytrzeszczonymi oczami Royal. Ale to nie możliwe przecież to folblut w czystej postaci mówiła do Daimond, Royalka.

-Ty nie jesteś mustangiem!!-I nigdy nie byłaś ani nie będziesz!!!- krzyknęła Royal która nie wierzyła że Midnight jest mustangiem .

- ty nie wiesz jak to jest stracić wolność, stracić rodzinę stracić wszystko i służyć człowiekowi!!!-odkrzyknęła zapłakana już Mid.



******





Tak kończy się ten rozdział. Dziękuję za komentarze. Oraz oczywiście przepraszam że jest tak KRóTKI!
Już nie długo(na pewno przed 22.06.08) ukaże się nowy 14 rozdział



folblutka 12.06.2008 [komentarzy 6] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...

Rozdział XIII cz.I

Był chłodny poranek.Tym razem Midnight obudziła się ledwo żywa...Najbardziej bolały ją oczy i głowa...Nie dziwiła się bo w końcu przez całą noc płakała przez tą durną Lady Speed.Gdy wstała z cieplutkich trocin nie wiadomo czemu coś lub raczej ktoś ugryzł ją momentalnie w zad.Tak się wystraszyła że walnęła głową w ścianę.Musiało to wyglądać śmiesznie, bo koń który stał naprzeciwko zaczął się śmiać tak głośno że obudził prawie całą stajnię.Konie , które spały na leżąco aż podskoczyły a Entri,Lady i Nurjev tak samo jak ona walnęły głową o ściany.Gdy Mid już skończyła się śmiać razem z koniem z naprzeciwka który jak się później okazało miał się dzisiaj z nią ścigać...Miał na imię Vixen i był ciemno siwy wyglądał bardziej jak szary.
Przyszli stajenni rozdając śniadanko i wyprowadzając niektóre konie.Mid po raz kolejny została ugryziona w zad tylko że tym razem dużo mocniej...
-Aua!!Kto jest takim idiotą lub idiotką by mnie gryźć po tyłku??!!-krzyknęła na całą stajnie wściekała klacz.
-Ja!-zawołała ochoczo Entri
-Entrips Mistification!-krzyknęła jeszcze bardziej wkurzona Midnight.
-Mam dla ciebie wiadomość ze stajni ogierów.-powiedziała z udawaną poważną miną Entri
-Tak to aż takie tajne- kasztanka z trudem powstrzymywała śmiech.
-Taa...
-To na co czekasz mów.-powiedziała niecierpliwie Mid
-No to Douglas mówi że że...-zaczęła się jąkać
-że w wyścigów którym startujesz Lady będzie próbowała cię za wszelką cenę sfaulować albo zrobić cokolwiek innego by ci sie coś stało i jest w zmowie z innymi końmi ze stawki między innymi Sounrise, Reyrą Ce'Nedrą i Hollow, który specjalnie będzie nadawać zabójcze tępo...
-Dobra dzięki za informację a skąd Douglas to wie?
-Mówił że usłyszał przypadkiem jak Hollow rozmawiał z jakimś ogierem ujeżdżeniowym.
-Ale on ma kontakty,no nie ma co...o idą jacyś ludzie a i jeszcze jedno.-powiedziała z przekąsem kasztanka.
-hmm?-zrobiła bardzo głupią minę Entri
-nigdy więcej nie gryź mnie w tyłek jak śpię dobra?!-powiedziała ze śmiechem Midnight
-Dobra dobra już nie będę-odpowiedziała z udawanym fochem koleżanka
Do Midnight przyszedł jakiś gruby facet stajenny i dżokej,do Entrips i Lady Speed taki sam zestaw...Po wyczyszczeniu i osiodłaniu koni stajenni przekazali uwiązy podpięte do ogłowia trenerom a dżokeje stali trzymając w ręku tylko palcat i czapeczkę z pomponikiem.Wyszli ze stajni.Od razu konie i jeźdźców otoczyła chmara dziennikarzy.Robili zdjęcia zadawali pytania przekrzykując się nawzajem.Robili okropny hałas,Midnight pozwalała się fotografować ale błysk fleszy nieco ją oślepiał.Entrips stała spokojnie machając ogonem, a Lady prawie co zawału dostała,rzucała się na wszystkie strony....
Weszli na tor.Konie w boksach startowych kopały rżały rzucały się...
Midnight nie wytrzymała napięcia i stanęła dęba zrzuciła dżokeja i pomknęła przed siebie...Publiczność wstała z trybun.Midnight poczuła że jest naprawdę wolna,przyśpieszała i przyśpieszała.przez przypadek wbiegła na tor do biegów płotowych,skoczyła nagle tuż przed ludźmi którzy desperacko próbowali złapać klacz zawróciła i szybkim galopem wróciła na start.Stwierdziła że była to lekka rozgrzewka przed startem,miała w sobie duży zapas energii...
Weszła spokojnie do boksu startowego,wystartowali.Tak jak słyszała od Entri, która teraz trzymała się z tyłu.Hollow nadawał zabójcze tempo,by później opaść na tyły stawki.Teraz na czele były trzy konie w tym:Lady Speed,Plaspunkt i Ain't No Stressin.Lady utrzymywała tempo które nadał Hollow.Midnight poganiana wciąż przez swojego dżokej zaczęła atakować.Lady zobaczyła to kątem oka i już przygotowywała plan działania.Midnight zrównała się z nią,Plaspunkt i Ain't No Stressin
odpadli po pierwszym zakręcie.Wszystko działo się bardzo szybko.Lady zaczęła się dziwnie uśmiechać...Mid nie wiedziała o co chodzi...
Kasztanka wyprzedziła swoją rywalkę i wbiegła przed nią.Siwej plan się powiódł...
Gdy Midnight wyrzuciła tylne nogi do tyłu,Lady Speed szybko to wykorzystała.W tym samym czasie jej nogi prawie stanęły na nogach Midnight, kasztanka głośno zarżała i upadła na ziemię.Publiczność wstała z miejsc i z zapartym tchem wpatrywała się w tą okropną scenę...Lady świadoma tego co się stało uśmiechnęła się w duchu i z gracją przeskoczyła leżącą prze nią klacz.Koń za nią nie miał tyle szczęścia...Już miał skoczyć gdy nagle Midnight ostatkiem sił próbowała się podnieść.Zahaczył o wstającą klacz i sam się wywrócił lecąc jeszcze kilka metrów.Mid zarżała z bólu i znowu pod ciężarem tamtego konia upadła na ziemię.Reszta stawki ominęła zręcznie wypadek i jako pierwsza wbiegła na metę a za nią gotująca się ze złości Entrips poźniej Hollow,Ce'Nedra,Whitenig,Royal Senstion i reszta stawki...Chwilę później na tor wbiegli weterynarze i Monique.Klacz była w bardzo ciężkim stanie...Delikatnie przewieziono ją do kliniki...Lady tym czasem puszyła się jak paw,że to ona wygrała a nie Midnight...Lecz nawet jej przyjaciółki były na nią wściekłe za to co zrobiła...Klacz była z tego powodu bardzo zła...




To na dzisiaj tyle...Tak zwany koniec części pierwszej i ciąg dalszy nastąpi xD.Proszę o komentarze :)Foty nie będzie bo nie znalazłam żadnej odpowiedniej
Pozdrawiam!



folblutka 06.06.2008 [komentarzy 7] Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...