Rozdział XIV
Zapłakana Midnight,gnała przez łąkę potrącając inne konie które zdegustowane jej zachowaniem narzekały na "dzisiejszą młodzież".Jednak ona miała ich głęboko gdzieś...Biegła przed siebie.Myśli gnały jej przez mózg tak szybko ze nie mogła nad tym zapanować.Stanęłam zdyszana na pagórku.Postanowiła spokojnie wszystko sobie przemyśleć.Royal tak naprawdę nigdy nie była moją przyjaciółką,moją przyjaciółką jest Entrips,ona nigdy mnie nie obgaduje,zawsze mi wierzy,pomaga,pociesza gdy jestem smutna,a nie krzyczy na mnie, że nie jestem tym kim jestem-pomyślała Midnight.Ale cóż,ziemia nie przestała się kręcić z powodu tego spięcia a życie toczy się dalej-stwierdziła i poszła wolnym spacerkiem w stronę piaszczystego brzegu jeziorka...
Po ok.30 minutach dotarła do zupełnie innego miejsca.Najwyraźniej tak się zamyśliłam że zapomniałam dokąd mam iść.A teraz jestem tu,tu czyli gdzie-myślała gorączkowo klacz.Zobaczyła w oddali schodzącego po zboczu konia.Pobiegła do niego.Dziwnie przypominał jej rodziców.
-Hej,ty stój zatrzymaj się!proszę...-zawołała zdyszana klacz.Tajemniczy koń zatrzymał się i po chwili podszedł do niej.
-To ty mnie wołałaś?-zapytał zdezorientowany ogier.
-taa-powiedziała przeciągle-nie wiem gdzie jestem,zamyśliłam się i doszłam do tego miejsca,wiesz przypadkiem w którą stronę dojść do stada Black Money'a i Cristall?-powiedziała cicho.
-Tak,chodź zaprowadzę cię-powiedział z uśmiechem i ruszył w inną stronę.-a tak właściwie to jesteś podobna do mojej siostry,jak masz na imię?
-Jestem Midnight.Naprawdę jestem podobna do twojej siostry?
-Tak,miała nawet tak samo na imię,skąd pochodzisz?
-Pochodzę z "dzikiej doliny" ze stada dzikich mustangów,a przywódcą jest Spirit mój ojciec.-a ty?
-Powtarzałbym po tobie...-powiedział cicho.
-Spirit także jest twoim ojcem?Ogier w odpowiedzi kiwną głową.-A matką jest Rain,Taka srokata klacz?Po raz kolejny kiwnął głową.
-Ty jesteś moją młodszą siostrą Midnight.-powiedział z nieukrywaną radością.
-Ale..Ale jakim cudem,rodzice nigdy mi nie mówili ze mam brata,ani Esperanza ani po prostu nikt!-krzyknęła wystraszona z obrotu sprawy klacz.
-Spokojnie,nie wiedziałaś bo utrzymywali to w tajemnicy,nie chcieli by ktokolwiek się dowiedział,zabronili Esperanzie i całemu stadu mówić o tym.-A tak w ogóle to nazywam się Redeye(czyt.redeje).
-Och z tego wszystkiego zapomniałam cię o to spytać.-powiedział klacz
-No i tym sposobem jesteśmy w celu...
-Dzięki.A ty co ty nie idziesz?-spytała odwracając się.
-Jestem samotnikiem,nie należę do tego stada ani do żadnego innego.-westchnął-ale mogę iść z tobą bo pewnie nigdy więcej się nie zobaczymy.Nie jestem stąd,moja stajnia to Detroit Fair Graunds,jestem tu tylko na zawody.
-ja też jestem tutaj tylko na konkurs,to znaczy on już był ale...-i tu Midnight zamilkła
-Wiem,co było dalej,widziałem wszystko.-powiedział spokojnie i ruszył za klaczą w stronę stada.
Gdy doszli do pierwszych koni,dużo z nich podnosiło głowy witając Mid,ale i dziwnie patrząc się na nowego przybysza.Po chwili słychać było szeptanie wśród członków stada.Plotki szybko się rozchodzą,więc Black Money po kilku minutach przybiegł do nich,patrząc to na Midnight,to na obcego ogiera.
-Mid,kto to jest?-zapytał wprost
-To jest mój brat,Redeye chciałabym by mógł dołączyć do nas.
-Ale ty nigdy nie mówiłaś że masz brata -powiedział podejrzliwie Black Money
-Tak wiem,ale ja tez nie wiedziałam o jego istnieniu,dopiero dziś go poznałam i to całkiem przypadkiem-powiedziała wojowniczo klacz.
-Dobrze już dobrze,niech będzie,może zostać-powiedział zrezygnowany.
-Widzisz,wszystko jest okey,teraz pójdziemy do moich przyjaciół,przedstawię ci ich-powiedziała ochoczo
-Ale ja...No dobra.-powiedział z poddaństwem w głosie.
Oboje ruszyli,szepty nadal nie znikały,wszyscy oglądali się z zainteresowaniem za "nowym".Podeszli do grupki przyjaciół,Midnight szła raźno przed siebie,a Redeye ociągał się nieco za nią.
-Patrzcie, patrzcie kogo znalazłam-krzyknęła w stronę Entrips i reszty.Wszyscy przyglądali się z zaciekawieniem ale i z niepokojem ogierowi który niepewnie patrzył się na siostrę.
-To jest Redeye, mój brat,tak wiem nie wspominałam o nim,bo nie wiedziałam o jego istnieniu.Spotkałam go dopiero dzisiaj-powiedziała radośnie Midnight.
-Cześć Red,mogę tak na ciebie mówić-Zawołała Entri,podchodząc bliżej
-Taa...-odpowiedział niepewnie ogier.
Gdy już wszyscy się przywitali i skończyli zadawać różne pytania,Red poszedł się czegoś napić.W tym czasie do Midnigt podeszła Royal.Kasztanka zignorowała ją.Rozmawiała z Lysanis jakby nigdy nic.
-Ekhem...-odchrząknęła Royal
Midnight zignorowała to.Smutna hanowerka odeszła w inny kąt pastwiska.Po chwili wrócił Redeye.
Po kilku godzinach brama pastwiska otworzyła się,a koni zaczęły wracać do swoich boksów i stajni.Redeye pożegnał się z Mid i resztą i ruszył do stajni nr.10
Midnight wróciła do boksu zmęczona dniem,i od razu zasnęła,nie chciało jej się nawet rozmawiać z innymi o wszystkim i o niczym...Zasnęła
To będzie ostatni rozdział do 4 lipca,po tej dacie opowiadanie rusza dalej...życzę wszystkim wspaniałych wakacji.
(Redeye)
folblutka 15.06.2008 [
komentarzy 17]
Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...
Rozdział XIII cz.II
Midnight była już w pełni sił. Miała chęć do życia, do walki o wolność którą tak łatwo i nieodwracalnie straciła. Miała ochotę biegać skakać i brykać po całym pastwisku… Lecz gdy o tym myślała od razu przypominało jej się własne postanowienie: „Gdy przez ludzi życie stracę lub coś mi się stanie np. będę miała wypadek to przestanę im pokornie służyć, przestanę chodzić grzecznie w kółeczko, przestanę pokornie wysilać się ponad wszystko dla marnych pucharów i pieniędzy…” Ale klacz nie chciała skrzywdzić Monique, nie chciała zawieźć sierżanta i Alex… Po prostu nie mogła. Wtedy przypomniał jej się wyraz pyska ojca gdy została złapana przez kawalerię. Miał minę bez wyrazu jakby zawiedziony tym że nie chce walczyć o swoje życie o wolność o stado i przede wszystkim o siebie… Gdy zobaczyła ten smutny bułany pysk przed oczami postanowiła walczyć. Walczyć do upadłego, do krwi… Walczyć o wolność…
Od razu gdy się przebudziła miała ochotę otworzyć boks i uciec… Jednak nadal była w stajni Royal Blue i nie mogła opuścić przyjaciół. Przynajmniej na razie… Tego dnia był nie miłosierny upał, z tego powodu wszystkie konie zostały wypuszczone na to samo ogromne pastwisko. Boksy były otwierane elektronicznie a przy każdym wyjściu ze stajni zostało ustawione tymczasowe wysokie ogrodzenie z drewnianych bali prowadzące prosto do wejścia na pastwisko… W jednym momencie coś zapiszczało i zamrugało. Fasady drzwi boksów otworzyły się. Konie szybko powychodziły z nich i zbiły się w ciasną grupę . Midnight i Entrips śmiały się. Nic dziwnego to musiało wyglądać śmiesznie gdy konie w stajni próbują wydostać się z niej wszystkie za jednym zamachem. Podobnie zresztą było w innych stajniach… Na czele grupy stał przywódca stajni ogier hanowerski i ojciec Royal Black Money.Zaraz za nim szła matka Royalki, Cristall. Po paru minutach konie wbiegły galopem na pastwisko. Wszystkie pozbierały się w małe grupki bądź pary i bawiły się wesoło. Nie ważne było czy był to Szetland i Shire czy Folblut i Hanower. Konie biegały brykały skakały przez powalone drzewa stały rżały lub po prostu gryzły spokojnie trawę. Stąd Mid nie mogła uciec. Ogrodzenie było szczelne i żaden koń nie mógł się wydostać, nawet ten który bardzo dobrze skakał i nie bał się tak wysokiej przeszkody.
Royal była w dobrym humorze. Wyprosiła swoją przyjaciółkę folblutkę o jej pochodzenie i historię. Midnight zrobiła to niechętnie ale w końcu obiecała jej że opowie...Więc zaczęła ją tak:
-Jak wiesz nie jestem stąd i nie urodziłam się w stajni…
-No tak… -powiedziała niepewnie hanowerka
-No. Więc urodziłam się na wolności i zostałam złapana przez kawalerię, mojemu stado i rodzinie udało się jednak uciec.
-… -klacz wytrzeszczyła oczy na kasztankę
- Gdy już mnie ujeżdżono co wcale nie było łatwe, pułkownik i jego siostrzenica postanowili oddać mnie na tor, razem z Fyrenem i kilkoma jeszcze końmi. W tej stadninie zostałam uznana za folbluta tylko bez rodziców.I od tej pory jestem tutaj… Taka ta moja historia…
Zakończyła i odeszła od stojącej z wytrzeszczonymi oczami Royal. Ale to nie możliwe przecież to folblut w czystej postaci mówiła do Daimond, Royalka.
-Ty nie jesteś mustangiem!!-I nigdy nie byłaś ani nie będziesz!!!- krzyknęła Royal która nie wierzyła że Midnight jest mustangiem .
- ty nie wiesz jak to jest stracić wolność, stracić rodzinę stracić wszystko i służyć człowiekowi!!!-odkrzyknęła zapłakana już Mid.
******
Tak kończy się ten rozdział. Dziękuję za komentarze. Oraz oczywiście przepraszam że jest tak KRóTKI!
Już nie długo(na pewno przed 22.06.08) ukaże się nowy 14 rozdział

folblutka 12.06.2008 [
komentarzy 6]
Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...
Rozdział XIII cz.I
Był chłodny poranek.Tym razem Midnight obudziła się ledwo żywa...Najbardziej bolały ją oczy i głowa...Nie dziwiła się bo w końcu przez całą noc płakała przez tą durną Lady Speed.Gdy wstała z cieplutkich trocin nie wiadomo czemu coś lub raczej ktoś ugryzł ją momentalnie w zad.Tak się wystraszyła że walnęła głową w ścianę.Musiało to wyglądać śmiesznie, bo koń który stał naprzeciwko zaczął się śmiać tak głośno że obudził prawie całą stajnię.Konie , które spały na leżąco aż podskoczyły a Entri,Lady i Nurjev tak samo jak ona walnęły głową o ściany.Gdy Mid już skończyła się śmiać razem z koniem z naprzeciwka który jak się później okazało miał się dzisiaj z nią ścigać...Miał na imię Vixen i był ciemno siwy wyglądał bardziej jak szary.
Przyszli stajenni rozdając śniadanko i wyprowadzając niektóre konie.Mid po raz kolejny została ugryziona w zad tylko że tym razem dużo mocniej...
-Aua!!Kto jest takim idiotą lub idiotką by mnie gryźć po tyłku??!!-krzyknęła na całą stajnie wściekała klacz.
-Ja!-zawołała ochoczo Entri
-Entrips Mistification!-krzyknęła jeszcze bardziej wkurzona Midnight.
-Mam dla ciebie wiadomość ze stajni ogierów.-powiedziała z udawaną poważną miną Entri
-Tak to aż takie tajne- kasztanka z trudem powstrzymywała śmiech.
-Taa...
-To na co czekasz mów.-powiedziała niecierpliwie Mid
-No to Douglas mówi że że...-zaczęła się jąkać
-że w wyścigów którym startujesz Lady będzie próbowała cię za wszelką cenę sfaulować albo zrobić cokolwiek innego by ci sie coś stało i jest w zmowie z innymi końmi ze stawki między innymi Sounrise, Reyrą Ce'Nedrą i Hollow, który specjalnie będzie nadawać zabójcze tępo...
-Dobra dzięki za informację a skąd Douglas to wie?
-Mówił że usłyszał przypadkiem jak Hollow rozmawiał z jakimś ogierem ujeżdżeniowym.
-Ale on ma kontakty,no nie ma co...o idą jacyś ludzie a i jeszcze jedno.-powiedziała z przekąsem kasztanka.
-hmm?-zrobiła bardzo głupią minę Entri
-nigdy więcej nie gryź mnie w tyłek jak śpię dobra?!-powiedziała ze śmiechem Midnight
-Dobra dobra już nie będę-odpowiedziała z udawanym fochem koleżanka
Do Midnight przyszedł jakiś gruby facet stajenny i dżokej,do Entrips i Lady Speed taki sam zestaw...Po wyczyszczeniu i osiodłaniu koni stajenni przekazali uwiązy podpięte do ogłowia trenerom a dżokeje stali trzymając w ręku tylko palcat i czapeczkę z pomponikiem.Wyszli ze stajni.Od razu konie i jeźdźców otoczyła chmara dziennikarzy.Robili zdjęcia zadawali pytania przekrzykując się nawzajem.Robili okropny hałas,Midnight pozwalała się fotografować ale błysk fleszy nieco ją oślepiał.Entrips stała spokojnie machając ogonem, a Lady prawie co zawału dostała,rzucała się na wszystkie strony....
Weszli na tor.Konie w boksach startowych kopały rżały rzucały się...
Midnight nie wytrzymała napięcia i stanęła dęba zrzuciła dżokeja i pomknęła przed siebie...Publiczność wstała z trybun.Midnight poczuła że jest naprawdę wolna,przyśpieszała i przyśpieszała.przez przypadek wbiegła na tor do biegów płotowych,skoczyła nagle tuż przed ludźmi którzy desperacko próbowali złapać klacz zawróciła i szybkim galopem wróciła na start.Stwierdziła że była to lekka rozgrzewka przed startem,miała w sobie duży zapas energii...
Weszła spokojnie do boksu startowego,wystartowali.Tak jak słyszała od Entri, która teraz trzymała się z tyłu.Hollow nadawał zabójcze tempo,by później opaść na tyły stawki.Teraz na czele były trzy konie w tym:Lady Speed,Plaspunkt i Ain't No Stressin.Lady utrzymywała tempo które nadał Hollow.Midnight poganiana wciąż przez swojego dżokej zaczęła atakować.Lady zobaczyła to kątem oka i już przygotowywała plan działania.Midnight zrównała się z nią,Plaspunkt i Ain't No Stressin
odpadli po pierwszym zakręcie.Wszystko działo się bardzo szybko.Lady zaczęła się dziwnie uśmiechać...Mid nie wiedziała o co chodzi...
Kasztanka wyprzedziła swoją rywalkę i wbiegła przed nią.Siwej plan się powiódł...
Gdy Midnight wyrzuciła tylne nogi do tyłu,Lady Speed szybko to wykorzystała.W tym samym czasie jej nogi prawie stanęły na nogach Midnight, kasztanka głośno zarżała i upadła na ziemię.Publiczność wstała z miejsc i z zapartym tchem wpatrywała się w tą okropną scenę...Lady świadoma tego co się stało uśmiechnęła się w duchu i z gracją przeskoczyła leżącą prze nią klacz.Koń za nią nie miał tyle szczęścia...Już miał skoczyć gdy nagle Midnight ostatkiem sił próbowała się podnieść.Zahaczył o wstającą klacz i sam się wywrócił lecąc jeszcze kilka metrów.Mid zarżała z bólu i znowu pod ciężarem tamtego konia upadła na ziemię.Reszta stawki ominęła zręcznie wypadek i jako pierwsza wbiegła na metę a za nią gotująca się ze złości Entrips poźniej Hollow,Ce'Nedra,Whitenig,Royal Senstion i reszta stawki...Chwilę później na tor wbiegli weterynarze i Monique.Klacz była w bardzo ciężkim stanie...Delikatnie przewieziono ją do kliniki...Lady tym czasem puszyła się jak paw,że to ona wygrała a nie Midnight...Lecz nawet jej przyjaciółki były na nią wściekłe za to co zrobiła...Klacz była z tego powodu bardzo zła...
To na dzisiaj tyle...Tak zwany koniec części pierwszej i ciąg dalszy nastąpi xD.Proszę o komentarze :)Foty nie będzie bo nie znalazłam żadnej odpowiedniej
Pozdrawiam!

folblutka 06.06.2008 [
komentarzy 7]
Gdyby każdy mógł odzyskać wolność...